
Chyba się zaniedbałam w pisaniu...ostatni post z końca Lipca...no ładnie...
Chociaż z drugiej strony...zdarzyło się wiele rzeczy o których nie chcę pisać publiczne...Warto mieć swój słodki sekret lub dwa...
Studia mi się zaczęły...należę do świeżego sortu przyszłej obsady wszelkich SOR'ów i ambulansów...Pogodziłam się ostatecznie z faktem że nie jestem i NIE BĘDĘ na lekarskim i koniec...Teraz trzeba się przykładnie uczyć żeby w końcu zostać "kimś"...
Tak sobie myślę czy zawód ratownika to jest dobry pomysł dla mnie...bo może jestem zbyt mało bystra, zbyt flegmatyczna...może zbyt szybko panikuję...?
Ale dam sobie szansę, bo coraz bardziej mi zależy żeby nad sobą panować...wiecej niż kiedykolwiek...
Jak dotąd minęły trzy tygodnie "nauki"... mamy wiele godzin dziennie ale mało nauki...przynajmniej ja to tak odbieram...
Ludzie fajni, ale ja jak zwykle nie dołączę do żadnej paczki...Bo mam obciach w pełnym zakresie...
Co się dokładnie we mnie kłębi napiszę później...Teraz mamy Środowe popołudnie, za dwa dni koło z anatomii i biologii...wolę powtórzyć, nawet jeśli to już umiem, bo jak coś się wydaje łatwe, to często jest tak że w konfrontacji okazuje się że nie i wtedy jest wstyd...
w ogóle jestem labilna jak liść targany przez wiatr...nic nie wiem, nie wiem czego chcę, nie wiem do czego się nadaję, i "co ja tu w ogóle robię"...Jest tylko jeden powód dla którego w ogóle nadal płonie ta nadzwyczajna iskra...
Ale jakoś sobie radze, bo wokół siebie słyszę trzepot małych białych skrzydełek...

