Wreszcie nadarzyła się okazja żeby nadrobić zaległości w pisaniu. Może nie najistotniejszą jest rzeczą samo pisanie, bo jako sama czynność jest ono dość mało sensowne... Ale pisanie które pozwala wyrazić swoje emocje, które tworzy kolejny wątek własnej opowieści - to czynność która wprawia mnie w znakomity nastrój, poprawia humor, daje poczucie swoistego rodzaju spełnienia. I do tego takie wrażenie poukładania i zrozumienia swoich zachowań, zauważenie konsekwencji swoich działań, czerpanie doświadczenia z minionych dni...
Minęło tak naprawdę aż dziewięć miesięcy odkąd ogarnęło mnie lenistwo i przestałam przelewać swoje myśli i wrażenia na papier. Kilka razy udało mi się troszkę pofilozofować, pomyśleć a potem te ważniejsze wytwory mojej wyobraźni przekształcić w litery i słowa...
Postaram się jak najlepiej opowiedzieć to co wydarzyło się przez ten czas...Ale krótko i konkretnie...Chcę zapamiętać tylko to, co najważniejsze, to, co wpłynęło na mój obecny sposób postrzegania wielu starych i nowych spraw...Chcę też sama sobie pokazać i udowodnić jak z perspektywy czasu różne problemy i troski nabierają całkowicie innych kształtów...
Bo ostatni raz kiedy miałam swój specyficzny nastrój i skrzętnie odnotowywałam swoje aktualne humory, to było wtedy gdy już na swój sposób pogodziłam się z końcem swojego związku z A.Kiedy to ni stąd ni zowąd wstąpiły we mnie nowe siły. Siły które zachęcały mnie żeby jeszcze raz spróbować dostać się na medycyne...
Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona ze swojej "wielkiej nauki". Mogłam uczyć się więcej. Ale zrozumiałam coś bardzo ważnego, coś co objawiło mi się między chemią, fizyką i...sensem życia...
Doszłam do wniosku że, owszem, medycyna bardzo mnie fascynuje, pociąga i z całą pewnością bycie lekarzem byłoby odpowiednim zajęciem. Ale musiałam sobie zadać ważne pytanie - czy ja, z tymi wszystkimi swoimi przekonaniami na temat uczenia się, z moim poziomem pilności i naukowym zaparciem - czy ja będę w ogóle w stanie zdecydowanie trzymać na wodzy swoje studiowanie medycyny? Czy ja mam tyle "tupetu" żeby się na tym kierunku utrzymać? I czy jestem na tyle "wszechstronna" że nie będę musiała zrezygnować z innych praw młodości? Otóż to. Niestety, chyba mam zbyt słaby charakter. Tam są potrzebne silne i uparte osoby. Odporne na stres...Mnie raczej nie dotyczy żadna z tych cech...
Oprócz tego, spoglądając dalej w przyszłość, poczułam że mi po prostu jest szkoda poświęcić najbliższe i zarazem najlepsze dziesięć lat swojego życia na studia, praktyki, pracę...Chyba odezwał się we mnie jakiś głos natury, jakieś prawo które domaga się czegoś więcej niż studiowania medycyny w trzeciej drugiej dekadzie życia...
Maj nadszedł szybciej niż się tego spodziewałam. Poprawka matur, lekki stres...I oczekiwanie na wyniki...Ogólnie rzecz biorąc jestem mile zaskoczona, bo maturę poprawiłam i to całkiem porządnie :) A więc jak by nie patrzeć, warto było :)
Nachodzi pytanie - co w takim razie ze studiami? Porządny człowiek powinien skończyć jakieś studia...I w końcu wychodzi na to że pokornie wrócę na wydział nauk o zdrowiu i uszczęśliwi mnie bycie pielęgniarką, położną czy też ratownikiem medycznym...Wszystko to wywołuje we mnie pozytywne emocje, łagodzące uczucie pewności że to jest to co chcę robić w swoim życiu zawodowym...Że to dla mnie będzie ważne, że da poczucie spełnienia :)
Obudziła się we mnie chęć bycia daleko od domu. Taka dzika potrzeba żeby pobyć troche samemu...W ten sposób zrodził się pomysł studiowania w Krakowie...To można by nawet zaliczyć w poczet marzeń - Kraków, studia, to i pewnie Uniwersytet Jagielloński, prawda...? Ahh, marzenia...
Ale dokumenty złożyłam. Tak, na Uniwersytet Jagielloński. Zrobiłam to tak, jakby ktoś mną kierował, jakaś potężna siła wyższa. Nikt, nawet ja sama nie wierzyłam w to że ma to jakiś sens...Ja, osoba która była średnim uczniem w słabej szkole?? Na UJ?? To niemalże tak jak z motyką na księżyc...fakt - matura była przyzwoicie poprawiona...Tak więc dokumenty zostały złożone, formalności dopełnione...
Nastał dzień ogłoszenia wyników. Drżącymi rękami zalogowałam się w systemie UJ...I moim oczom ukazała się tabelka...wszystkich kierunków które sobie wybrałam...i pod każdym z nich widniał ten zielony, niosący błogie ciepło na duszę napis "ZAKWALIFIKOWANA W POCZET STUDENTÓW"...Mój Boże...Jestem studentką Uniwersytetu Jagiellońskiego...To chyba jakiś cud... ^^
***
Przez ten cały cichy czas działo się wiele więcej rzeczy...To o co teraz moja dusza jest bogatsza...ile nowych doświadczeń zdobyłam...?
Jest mi dobrze...Jestem na nowej drodze...I coraz stabilniej stawiam kroki. I są one coraz większe. I wspinam się coraz wyżej. I lepiej. I będę się starała, by każdego dnia zasłużyć na postęp, na kolejny krok w przód...Unikać stawania w miejscu, nie daj Boże cofania się do tego, co już znalazło sobie wygodne miejsce w muzeum mojej pamięci... :):)
"celowość"
Tą stronę...
każde moje słowo o zdarzeniach...
...I każde zdarzenie w słowach...
wszystko co dla duszy...
...I co dla ciała...
Każdą sekundę mojego życia...
This page...
every word about happening…
…And every happening in words
Everything what’s for mind…
…And for body
Each second of my life…
każde moje słowo o zdarzeniach...
...I każde zdarzenie w słowach...
wszystko co dla duszy...
...I co dla ciała...
Każdą sekundę mojego życia...
This page...
every word about happening…
…And every happening in words
Everything what’s for mind…
…And for body
Each second of my life…
KONCENTRAT – wiele dodać, nic ująć…
Są różne teorie na temat kształtowania się osobowości. Jedni mówią, że charakter dostajemy w genach, drudzy że dziecko to niezapisana kartka papieru na której wdrukowywuje się całe otoczenie nowego obywatela Ziemi. Dla kontrastu kolejna grupa ludzi uzna wszystko co napisałam za brednie…
Ja jednak uważam że moja osobowość jest zbudowana na wszystkich moich wartościach, doświadczeniach i pomysłach. Jestem odbiciem swojego własnego wyobrażenia, mimo że wiem że moją postać wykreował Bóg, który jest Reżyserem Mojego Życia…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz