
Z jednej strony codziennie jest mi szkoda że nie postarałam się bardziej i nie studiuję teraz wymarzonej medycyny…Ale z innego punktu widzenia brakowało mi takich dni jak te, które teraz trwają…Te dni spokoju, życia we własnym rytmie, wśród własnych myśli…Tens spokój że teraz mam wystarczająco dużo czasu żeby solidnie zadbać o to wszystko, co jest dla mnie najważniejsze…Że mogę, że mam jeszcze tą jedną szansę dążyć do swojej doskonałości żeby potem zaczerpnąć trochę satysfakcji z wykonanej pracy…I ta świadomość tego, z jakiego ja błędu wybrnęłam…Z jakiej rażącej niestaranności, roztrzepania…Porażka w formie braku możliwości znalezienia się na liście przyjętych na AM jest trudna do przełknięcia…Nie można znaleźć dużego pocieszenia w tym że „nie tylko ja się nie dostałam” Nie…Na szczęście udało mi się uchwycić ten moment, ten przebłysk nowej nadziei…przypływ energii…Mam już jakieś doświadczenie…Plus nowy czas na naukę…spokój…ciszę…jeszcze tylko szczypta stabilności…Nil valenti difficile est…A więc dla chcącego nic trudnego…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz